Wideokonferencje potrzebowały czegoś więcej niż pandemii, aby w końcu wystartować. Czy to się utrzyma?

Eileen Donovan, 89-letnia matka siedmiorga dzieci mieszkająca na przedmieściach Bostonu, uwielbiała oglądać swoją córkę prowadzącą zajęcia na Zoomie podczas pandemii koronawirusa. Nigdy nie przypuszczała, że Zoom będzie sposobem, w jaki jej rodzina będzie uczestniczyć w jej pogrzebie.

Donovan zmarła na chorobę Parkinsona 30 czerwca 2020 roku, pozostawiając swoje dzieci, 10 wnuków i sześcioro prawnuków. Zawsze chciała mieć huczną irlandzką stypę. Ale tylko pięcioro z jej dzieci i trochę miejscowej rodziny mogło być tam osobiście, a żadna dalsza rodzina ani przyjaciele nie mogli być obecni z powodu koronawirusa. To nie był sposób, w jaki spodziewali się przeżyć żałobę.

Dla uczestników online ceremonia nie zakończyła się uściskami dłoni. Skończyło się kliknięciem czerwonego przycisku „opuść spotkanie”, odpowiednio nazwanego dla spotkań biznesowych, ale niewiele poza tym.

To ten sam przycisk, który Eileen Donovan-Kranz, córka Donovan, klika, kiedy kończy wykład z języka angielskiego dla swoich studentów Boston College. I to w ten sam sposób, w jaki ona i ja zakończyliśmy naszą rozmowę w wyjątkowo ciepły listopadowy dzień: Donovan-Kranz siedząca przed oknem w swojej jadalni w Ayer, w stanie Massachusetts i ja w swojej sypialni na Manhattanie.

„Nie będę trzymać telefonu w ręku podczas pogrzebu mojej matki” – wspomina. Jeszcze ponad rok temu absurdalne wydawałoby się proszenie kogoś o trzymanie smartfona, aby inni mogli „uczestniczyć” w tak osobistym wydarzeniu. Donovan-Kranz poprosiła narzeczonego swojej córki, by to zrobił.

Pandemia COVID-19 gruntownie zmieniła sposób, w jaki ludzie wchodzą w interakcje ze sobą i z technologią. Ekrany służyły do przywoływania cennych wspomnień, jak oglądanie kaset VHS lub, ostatnio, filmów na YouTube ze ślubów i urodzin, które już się odbyły. Ale teraz nie oglądamy już tylko wspomnień. Tworzymy je na ekranach w czasie rzeczywistym.

Ponieważ środki dystansowania społecznego zmusiły wszystkich do pozostania w pomieszczeniach i interakcji online, wielomiliardowe branże musiały szybko dostosować się, aby tworzyć doświadczenia w świecie dwuwymiarowym. I chociaż ta koncepcja życia online – od zwykłych telefonów do pracy po niezapomniane wesela lub koncerty – wydaje się nowatorska, zarówno naukowcy, jak i pisarze science fiction widzieli tę rzeczywistość od dziesięcioleci.

W powieści Davida Fostera Wallace’a z 1996 roku Infinite Jest, wideotelefonia cieszy się krótką, ale szaloną popularnością w przyszłej Ameryce. Pojawiają się całe branże, aby zająć się samoświadomością ludzi przed kamerą. Ale w końcu branża upada, gdy ludzie zdają sobie sprawę, że wolą znany im telefon obsługujący tylko głos.

Mimo wielu wysiłków wynalazców i przedsiębiorców, którzy starali się nas przekonać, że wideokonferencje już nadeszły, rzeczywistość nie okazała się prawdą. Za każdym razem ludzie odrzucali go na rzecz skromnego telefonu lub innych innowacji, takich jak pisanie SMS-ów. Ale w 2020 roku spotkania wideo na żywo w końcu znalazły swój moment.

Niektórzy badacze twierdzą, że potrzeba było czegoś więcej niż tylko pandemii, aby doprowadzić nas do tego miejsca. Postęp technologiczny na przestrzeni dziesięcioleci oraz wszechobecność technologii sprawiły, że wszyscy zaczęli z niej korzystać. Ale to nie było łatwe.

Pierwsze próby

30 czerwca 1970 r. – dokładnie pół wieku przed śmiercią Donovan – AT&T uruchomiło w Pittsburghu pierwszą w kraju komercyjną usługę wideokonferencyjną, wykonując telefon od Petera Flaherty’ego, burmistrza miasta, do Johna Harpera, prezesa i dyrektora generalnego Alcoa Corporation, jednego z największych na świecie producentów aluminium. Alcoa już wcześniej używała systemu zdalnej informacji Alcoa Picturephone do pobierania informacji z bazy danych za pomocą przycisków na telefonie. Dane te byłyby prezentowane na wyświetlaczu wideofonu. To było zanim komputery stacjonarne stały się wszechobecne.

Nie był to jednak pierwszy wideofon firmy AT&T. W 1927 r. amerykański sekretarz handlu Herbert Hoover zademonstrował prototyp opracowany przez firmę. Ale do 1972 roku, AT&T miał tylko 32 jednostki w służbie w Pittsburghu. Jedyne inne miasto oferujące usługi komercyjne, Chicago, osiągnęło szczyt sprzedaży w 1973 roku, z 453 jednostkami. AT&T zaprzestała świadczenia usługi pod koniec lat 70-tych, dochodząc do wniosku, że wideofon był „koncepcją szukającą rynku”.

Prezes AT&T Walter Sherman Gifford (trzeci od prawej) wykonuje połączenie wideo w Bell Telephone Laboratories w Nowym Jorku 7 kwietnia 1927 roku. Połączenie zostało wysłane do Sekretarza Handlu USA Herberta Hoovera w Waszyngtonie, D. C. , za pomocą 300 mil długodystansowego kabla. FEDERAL COMMUNICATIONS COMMISSION/PHOTOQUEST/GETTY IMAGES

Około dekady po pierwszej próbie komercjalizacji AT&T, zespół o nazwie The Buggles wydał singiel „Video Killed the Radio Star”, pierwszy teledysk wyemitowany w MTV. Piosenka przypomniała ludziom o zmianie technologicznej, która nastąpiła w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy amerykańskie gospodarstwa domowe odeszły od radia, gdy telewizory stały się bardziej dostępne dla mas.

Sposób, w jaki telewizja osiągnęła dominację na rynku, sprawił, że konstruktorzy wideofonów z optymizmem patrzyli w przyszłość swojej technologii. W 1993 roku optymistycznie nastawieni naukowcy z AT&T przewidywali, że „lata 90. będą dekadą komunikacji wideo” Wideo zmieni się z czegoś, co biernie konsumujemy, w coś, z czym wchodzimy w interakcję w czasie rzeczywistym. Taka była nadzieja.

Kiedy w 1992 roku AT&T wprowadziła na rynek VideoPhone 2500, ceny zaczynały się od 1 500 dolarów (około 2 800 dolarów w dzisiejszych dolarach) – później spadły do 1 000 dolarów. Telefon miał skompresowane kolory i powolną częstotliwość odświeżania na poziomie 10 klatek na sekundę (Połączenia Zoom mają dziś 30 klatek na sekundę), więc obrazy były poszarpane.

Chociaż firma starała się oczarować potencjalnych klientów wizjami przyszłości, ludzie jej nie kupowali. W ciągu pięciu miesięcy od premiery sprzedano mniej niż 20 000 sztuk. Znowu odrzucenie.

Budowanie zdolności

W czerwcu ubiegłego roku, aby upamiętnić 50. rocznicę premiery pierwszego wideotelefonu AT&T, William Peduto, burmistrz Pittsburgha i Michael G. Morris, ówczesny prezes Alcoa, rozmawiali przez wideotelefon, tak jak zrobili to ich poprzednicy.

Kilku uczonych, w tym Andrew Meade McGee, historyk technologii i społeczeństwa z Carnegie Mellon University w Pittsburghu, wzięło udział w panelu online, aby omówić burzliwą historię wideofonu i jego sukces w 2020 roku. McGee powiedział mi kilka miesięcy później, że dwie rzeczy są kluczowe dla faktycznego przyjęcia produktu: „zdolność i okoliczności”. Zdolność polega na technologii, która sprawia, że ​​produkt jest łatwy w użyciu i niedrogi. W przypadku wideotelefonów dotarcie do celu zajmuje trochę czasu.

Kiedy telefon Picturephone, który został wprowadzony na rynek przez AT&T i Bell Telephone Laboratories, miał swoją premierę na Targach Światowych w Nowym Jorku w 1964 r., trzyminutowa rozmowa kosztowała od 16 do 27 dolarów (to około 135 do 230 dolarów w 2021 roku). Był dostępny tylko w kabinach w Nowym Jorku, Chicago i Waszyngtonie. Korzystanie z produktu wymagało planowania, wysiłku i pieniędzy – za niewielką nagrodę. Połączenie wymagało wielu linii telefonicznych, a obraz pojawił się na czarno-białym ekranie o rozmiarach dzisiejszych ekranów iPhone’a.

Lady Bird Johnson, która była wówczas pierwszą damą Stanów Zjednoczonych, jest widoczna na ekranie prototypowego wideotelefonu AT&T z 1964 roku. EVERETT COLLECTION HISTORICAL/ALAMY STOCK PHOTO

Te wyzwania sprawiły, że Picturephone trudno było sprzedać. Badacze marketingu Steve Schnaars i Cliff Wymbs z Baruch College na City University of New York w artykule “Technological Forecasting and Social Change” z 2004 roku teoretyzowali, dlaczego wideofony nie wystartowały kilkadziesiąt lat wcześniej. Twierdzili oni, że obok możliwości i okoliczności, kluczowa jest masa krytyczna.

Naukowcy napisali, że aby technologia stała się popularna, każdy potrzebuje pieniędzy i motywacji, aby ją zastosować. Potencjalni użytkownicy muszą wiedzieć, że inni też mają to urządzenie – to jest masa krytyczna. Ale kiedy wszyscy używają tej logiki, nikt nie kupuje nowego produktu. Platformy społecznościowe i aplikacje randkowe napotykają tę samą przeszkodę podczas uruchamiania, dlatego aplikacje tworzą programy motywacyjne, aby przyciągnąć tych wszystkich ważnych początkowych użytkowników.

Dostęp do Internetu

Nawet na początku XXI wieku, kiedy Skype zrobił furorę dzięki Voice over Internet Protocol, czyli VoIP, umożliwiając rozmowy przez Internet, dzięki czemu telefony stacjonarne pozostały wolne, ludzie nie byli tak podłączeni do Internetu jak dzisiaj. W 2000 roku, tylko 3 procent dorosłych mieszkańców USA miało szybki internet, a 34 procent posiadało połączenie dial-up, według Pew Research Center.

Do 2019 roku sytuacja się zmieniła: siedemdziesiąt trzy procent wszystkich dorosłych Amerykanów miało w domu szybki internet; z 63-procentowym pokryciem na obszarach wiejskich. Globalnie liczba użytkowników internetu również wzrosła, z około 397 mln w 2000 r. Do około 2 mld w 2010 r. i 3,9 mld w 2019 r.

Szeroki zasięg

Dostęp do szybkiego, szerokopasmowego internetu wzrósł wśród dorosłych Amerykanów we wszystkich grupach wiekowych. Przedstawione dane dotyczą użytku domowego, z wyłączeniem dostępu do Internetu za pośrednictwem smartfona.

Dorośli w Stanach Zjednoczonych z dostępem do szybkiego internetu w domu, 2000–2019

PEW RESEARCH CENTER 2019

Ale nawet po ustanowieniu zdolności, nie byliśmy przyklejeni do naszych wideofonów, jak to jest dzisiaj, lub jak wynalazcy przewidzieli lata temu. Chociaż Skype twierdził, że ma 300 milionów użytkowników w 2019 roku, Skype był usługą, z której ludzie korzystali zazwyczaj okazjonalnie, do rozmów międzynarodowych lub jako coś, co wymagało wcześniejszego planowania.

Jedną z długotrwałych barier, na które naukowcy z Baruch College powołują się w nieformalnej ankiecie, jest niechęć do ciągłego bycia „włączonym”. Niektórzy ludzie zapłaciliby dodatkowo, aby nie być przed kamerą w ich domu, tak samo jak ludzie zapłaciliby dodatkowo, aby ich numery telefonów zostały pominięte w książkach telefonicznych.

Kiedy ludzie doświadczyli [wideofonu z lat 70-tych], zdali sobie sprawę, że może nie zawsze chcesz prowadzić fizyczną rozmowę z kimś innym mówi McGee. Twórcy systemu Videocalling wcześnie przewidzieli te wyzwania. W 1969 r. Julius Molnar, wiceprezes Bell Telephone Labs, napisał, że ludzie będą „bardzo zainteresowani tym, jak będą wyglądać na ekranie strony, do której dzwonią

Scena z kreskówki „Jetsonowie” z lat 60. ilustruje ten problem: George Jetson odbiera połączenie przez wideofon. Kiedy mówi swojej żonie Jane, że jej przyjaciółka Gloria jest na telefonie, Jane odpowiada: „Gloria! Ojej, nie mogę pozwolić, żeby zobaczyła mnie w takim stanie” Przed odebraniem telefonu Jane sięga po swoją “poranną maseczkę” – dla idealnych włosów i twarzy.

Ta niechęć do rozmowy twarzą w twarz jest jednym z czynników, które powstrzymują ludzi od wideokonferencji.

Trzeba było pandemii, zmiany okoliczności, aby zmusić nas do działania. „To, co jest niezwykłe”, mówi McGee, „to sposób, w jaki duże grupy amerykańskiego społeczeństwa zostały nagle zmuszone do codziennego korzystania z wideokonferencji”.

Zmiana okoliczności

Począwszy od marca 2020 r. obowiązkowe nakazy pozostania w domu na całym świecie zmusiły nas do prowadzenia skróconej formy naszego życia przed pandemią, ale z dystansem. Jedna firma pokonała konkurencję i awansowała na szczyt w ciągu kilku miesięcy.

Wkrótce po zamknięciu, Zoom stał się czasownikiem. To był najlepszy wybór na wszelkiego rodzaju imprezy. Idealna burza możliwości i okoliczności doprowadziła do powstania masy krytycznej potrzebnej do wywołania boomu na Zoom.

Przed Zoomem kilka firm próbowało wypełnić przestrzeń, której wideotelefon AT&T nie mógł. Skype stał się szóstą najczęściej pobieraną aplikacją mobilną dekady od 2010 do 2019. FaceTime, WhatsApp, Instagram, Facebook Messenger i aplikacje do wideoczatu Google były i nadal są jednymi z najpopularniejszych platform do wideokonferencji.

Wtedy nastąpił rok 2020.

Zoom pokonał swoich dobrze ugruntowanych konkurentów, aby szybko stać się znaną marką na całym świecie. Dzięki łatwości użytkowania zyskał masę krytyczną w porównaniu z innymi platformami.

„Fakt, że jest on wzorowany na tym wirtualnym pokoju, do którego wchodzisz i wychodzisz, naprawdę upraszcza proces połączenia” – mówi Carman Neustaedter ze School of Communication, Art and Technology na Simon Fraser University w Burnaby w Kanadzie, gdzie jego zespół badał obecność na wideokonferencjach dotyczących pracy, domu i zdrowia.

Zoom odzwierciedla nasze działania w prawdziwym życiu – gdzie wszyscy wchodzimy do pokoju i wszyscy tam są. Zwykli użytkownicy nie muszą mieć konta ani łączyć się z wyprzedzeniem z tymi, z którymi chcemy porozmawiać.

Oprócz projektowania prawdopodobnie w grę wchodziły również pewne czynniki rynkowe. Zoom wcześnie nawiązał kontakt z uniwersytetami, twierdząc, że do 2016 r. będzie stanowił 88 procent „najlepszych uniwersytetów w USA”. I tak jak szkoły podstawowe i ponadpodstawowe na całym świecie zaczęły zamykać się w marcu zeszłego roku, Zoom zaoferował bezpłatne, nieograniczone minuty spotkań.

W grudniu 2019 statystyki Zoom podały maksymalną liczbę dziennych uczestników spotkań (zarówno płatnych, jak i bezpłatnych) na około 10 milionów. W marcu 2020 r. liczba ta wzrosła do 200 mln, a w kolejnym miesiącu do 300 mln. Sposób, w jaki Zoom liczy tych użytkowników, jest kwestią sporną.

Ale te liczby nadal dają pewien wgląd: gdyby produkt nie był łatwy i pomocny, nie używalibyśmy go dalej. Nie oznacza to, że Zoom to idealna platforma, mówi Neustaedter. Ma pewne oczywiste wady.

„Jest trochę za sztywny” – mówi.

Nie pozwala na naturalną rozmowę; uczestnicy muszą na zmianę rozmawiać, przełączając przycisk wyciszenia, aby inni mogli się włączyć. Nawet jeśli masz możliwość wysyłania prywatnych i bezpośrednich wiadomości do każdego w pokoju, naturalny sposób, w jaki tworzymy grupy i prowadzimy pogawędkę w prawdziwym życiu, zostaje utracony dzięki Zoom.

Nie jest to również najlepsze rozwiązanie na imprezy – niezręcznie jest uczestniczyć w przyjęciu urodzinowym online, gdy tylko jeden z 30 znajomych może rozmawiać w danym momencie. Dlatego też niektórzy ludzie zostali zachęceni do przejścia na inne platformy wideokonferencyjne, aby zorganizować większe wydarzenia online, takie jak ukończenie studiów.

Na przykład firma Remo, założona w 2018 roku, wykorzystuje wizualne pokoje wirtualne. Każdy dostaje avatar i może wybrać stolik po zobaczeniu kto jeszcze tam jest, aby porozmawiać w mniejszych grupach. Zamiast sesji Zoom breakout, w których przydzielono Ci pokój i nie możesz samodzielnie wejść do innego, platforma taka jak Remo pozwala Ci wirtualnie zobaczyć wszystkie pokoje, wybrać jeden, wyjść z niego i przejść do innego, a wszystko to bez pomocy prowadzącego.

Sztywność powoduje również zmęczenie Zoomem, uczucie wypalenia związanego z nadużywaniem platform wirtualnych do komunikacji. Wideokonferencje nie pozwalają nam na bezpośredni kontakt wzrokowy ani na łatwe wychwytywanie niewerbalnych sygnałów z mowy ciała – rzeczy, które robimy podczas podczas rozmów w cztery oczy.

Psychologiczne korzyści płynące z wideorozmów – możliwość bycia towarzyskim – nie zawsze przeważają nad kosztami.

Jeremy Bailenson, dyrektor Virtual Human Interaction Lab na Uniwersytecie Stanforda, przedstawił 23 lutego w Technology, Mind and Behavior cztery cechy, które prowadzą do zmęczenia Zoomem. Oprócz obciążenia poznawczego i ograniczonej mobilności, obwinia on długie odcinki wpatrywania się w oczy z bliska i „całodzienne lustro” Kiedy ciągle widzisz siebie w kamerze, wchodzącego w interakcje z innymi, pojawia się samoświadomość i zmęczenie.

Od tego czasu Bailenson zmienił swój związek z Zoomem: teraz ukrywa pole, które pozwala mu oglądać siebie, a także zmniejsza rozmiar ekranu Zoomu, aby wpatrujące się w niego twarze były mniej imponujące. Bailenson spodziewa się, że drobne zmiany w platformie pomogą zmniejszyć odczuwany przez nas psychologiczny ciężar.

Inne wyzwania związane z Zoomem dotyczą bezpieczeństwa. W kwietniu 2020 r. termin „Zoombombing” pojawił się, gdy rozmowy telekonferencyjne na platformie zostały przejęte przez nieproszonych ludzi. Firmy, które mogły sobie pozwolić na zmianę, szybko odeszły od Zoom i płaciły za usługi gdzie indziej. Dla wszystkich innych, którzy pozostali na platformie, Zoom dodał blisko 100 nowych funkcji prywatności, bezpieczeństwa i ochrony do lipca 2020 roku. Zmiany te obejmowały dodanie szyfrowania end-to-end dla wszystkich użytkowników i kody spotkań.

Każdy zgaduje

W Metropolis, niemym filmie science-fiction z 1927 roku, mistrz industrialnego miasta w dystopijnej przyszłości wykorzystuje cztery oddzielne tarcze wideotelefonu do połączenia. Na szczęście nawiązanie połączenia wideo jest znacznie łatwiejsze niż przewidywano. Ale ile będziemy używać tej dalekiej od doskonałości technologii po zakończeniu pandemii?

W książce Productivity and the Pandemic, wydanej w styczniu, ekonomista behawioralny Stuart Mills omawia, dlaczego konsumenci mogą nadal korzystać z połączeń wideo. Ta pandemia może stworzyć nawyki i preferencje, które nie znikną po zakończeniu kryzysu, piszą Mills z London School of Economics i współautorzy. Kiedy ludzie są zmuszeni do eksperymentowania z nowymi zachowaniami, tak jak robiliśmy to z wideotelefonem podczas tej pandemii, rezultatem mogą być trwałe zmiany w zachowaniu. Współpraca za pośrednictwem połączeń wideo może pozostać popularna nawet po ustąpieniu przestojów, teraz, gdy wiemy, jak to działa.

Wydarzenia wymagające interakcji w prawdziwym życiu, takie jak pogrzeby i niektóre konferencje, mogą niewiele zmienić w porównaniu z tym, do czego byliśmy przyzwyczajeni przed pandemią.

W przypadku innych branż wideokonferencje mogą zmienić pewne procesy. Na przykład wielebna Annie Lawrence z Nowego Jorku przewiduje trwałe zmiany dla części branży ślubnej. Ludziom podoba się łatwość uzyskiwania zezwolenia na zawarcie małżeństwa przez Internet, a ono jest zaskakująco poszukiwane na robienie ślubów wideo od czasu wybuchu pandemii. Wcześniej zarezerwowanie przyjęcia weselnego wymagało powiadomienia z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. „Teraz w piątek otrzymywałam telefony z pytaniem, czy mogę zorganizować wesele w sobotę” – mówi.

Inne grupy społeczne mogą zdać sobie sprawę, że wideorozmowy nie są dla nich i pozostawią tylko kilka procesów do wykonania online. Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, stwierdził na przykład w wywiadzie z 1 marca dla Bloomberg Markets and Finance, że jego zdaniem duża część pracowników będzie na stałe pracować w biurze, kiedy będzie to znów możliwe. Kultura jest trudna do zbudowania na Zoomie, relacje są trudne do wzmocnienia, a spontaniczna współpraca jest trudna, powiedział. I są badania, które to potwierdzają.

Ale żadna z tych zmian lub powrót do poprzedniej normy nie jest pewnikiem. Może się okazać, podobnie jak w satyrycznej fabule Wallace’a, że wideokonferencje to po prostu zbyt duży stres, a świat powróci do rozmów telefonicznych i czasu spędzanego twarzą w twarz. Możemy zdać sobie sprawę, że nawet gdy technologia stanie się lepsza, zniesienie blokad i powrót do życia osobistego może oznaczać, że mniej osób będzie dostępnych do rozmów wideo.

Trudno powiedzieć, który scenariusz jest najbardziej prawdopodobny w dłuższej perspektywie. Wcześniej strasznie się myliliśmy.

Źródło: Anushree Dave

A.L. Fayard, J. Weeks and M. Khan. Designing the Hybrid OfficeHarvard Business Review. March 2021.

J.N. Bailenson. Nonverbal overload: A theoretical argument for the causes of Zoom fatigueTechnology, Mind and Behavior. February 23, 2021.

P. McCann and T. Vorley. Productivity and the Pandemic. Edgar Edward Publishing, 2021.

S. Schnaars and C. Wymbs. On the persistence of lackluster demand – the history of the video telephoneTechnological Forecasting and Social Change. Vol. 71, September 18, 2002, p.197-213. doi: 10.1016/S0040-1625(02)00410-9.

Zdjęcie: GETTY IMAGES

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x