Tajemnicza eksplozja nad zachodnimi Stanami Zjednoczonymi była prawdopodobnie szczątkiem rakiety SpaceX twierdzą eksperci

Obserwatorzy gwiazd na północno-zachodnim Pacyfiku zobaczyli nad głowami nieoczekiwany pokaz pirotechniki w czwartkową noc (25 marca).

Na nagraniu wideo w (zwolnionym tempie) wydaje się, że deszcz meteorów przelatuje nad głowami, a dziesiątki świecących kul ciągną po niebie ogniste ogony. W rzeczywistości była to prawdopodobnie śmierci rakiety SpaceX, powiedzieli eksperci.

„Szeroko opisywane jasne obiekty na niebie były szczątkami rakiety wielostopniowej Falcon 9, które nie zostały pomyślnie spalone deorbitalnie” – napisał na Twitterze oddział National Weather Service (NWS) w Seattle wkrótce po wydarzeniu. „Opierając się na filmie, wydaje się to bardziej prawdopodobne niż meteor bolidowy lub podobny obiekt, ponieważ poruszałyby się one znacznie szybciej po zderzeniu z naszą atmosferą”. (Bolid to jasny meteor, który według NASA jest często nazywany kulą ognia).

Według astronoma z Harvardu Jonathana McDowella, szczątki prawdopodobnie pochodziły z rakiety Falcon 9, która wystartowała 4 marca, aby umieścić na orbicie kilka satelitów Starlink. (Starlink to konstelacja ponad 1000 satelitów internetowych konstruowana przez SpaceX; konstelacja docelowo obejmie ponad 30000 satelitów).

Rakiety Falcon 9 docierają do atmosfery dzięki dwóm głównym dopalaczom – rakieta nośna, silnik rakietowy pomocniczy – [inaczej stopień]. Pierwszy stopień, w którym znajduje się dziewięć silników, podnosi rakietę; ostatecznie pierwszy stopień odłącza się i może być sterowany zdalnie aby ponownie wrócić na miejsce startu w celu ponownego wykorzystania (ale nie zawsze to się udaje).

Drugi stopień, który zawiera pojedynczy silnik, kieruje rakietę na orbitę, po czym zwykle rozpada się w atmosferze, tworząc kolejne kosmiczne śmieci.

Według McDowella, drugi stopień rakiety, wystrzelonej 4 marca, „nie spalił się deorbitalnie” po wystrzeleniu satelitów Starlink, co oznacza, że ​​nie spadł tam, gdzie powinien. Po trzech tygodniach dryfowania w atmosferze, w końcu opadł w czwartek, rozpadając się w spektakularnej eksplozji.

NWS podkreśliło, że nie ma ryzyka, że ​​którykolwiek z tych ognistych szczątków przedostał się przez atmosferę, powodując zniszczenia. A według McDowella, duże kawałki kosmicznego śmieci spalają się w naszej atmosferze częściej, niż mogłoby się wydawać.

„To czternasty kawałek kosmicznego śmieci o masie powyżej jednej tony, który powrócił od 1 stycznia tego roku” – napisał na Twitterze McDowell. -“Innymi słowy, mniej więcej raz w tygodniu. I oczywiście o wiele więcej mniejszych kawałków [śmieci kosmicznych spalających się w atmosferze].”

Źródło: Brandon Specktor

Zdjęcie: Erik Rasmussen

Tematy:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x