Czy pływające miasta mogą być rajem gdy wybrzeża zostaną zatopione?

Pod koniec wieku dziesiątki milionów właścicieli nieruchomości na wybrzeżu w Stanach Zjednoczonych staną przed decyzją zawartą w popularnej sentencji „Przenieś albo strać”.

Ale jest opcja dla ludzi, którzy nie wyobrażają sobie domu bez widoku na ocean. Nazywa się to „seasteading” i może być antidotum XXI wieku na zanikające wybrzeża kraju.

„Pływające miasta” mogą stać się rajami klimatycznymi dla ludzi, których życie i środki do życia są związane z morzem lub pobliskim wybrzeżem, według Seasteading Institute z San Francisco.

W wielu przypadkach pływające kolonie byłyby zamieszkane przez ludzi, których domy nie nadają się do zamieszkania z powodu podnoszących się mórz i fal sztormowych, które uderzają w krawędzie kontynentu.

Mieszkańcy mieszkaliby w nowoczesnych domach zbudowanych na modułowych platformach, które wznoszą się i opadają wraz z przypływami. Niektóre społeczności mogą być połączone z lądem mostami i liniami energetycznymi. Inne mogą istnieć wiele kilometrów na morzu jako miasta na wpół autonomiczne lub nawet jako niezależne narody.

„Prawie połowa powierzchni świata nie jest zajęta przez żadne państwo narodowe, a wiele krajów przybrzeżnych może ustanawiać prawa morskie na swoich wodach terytorialnych” – mówi Seasteading Institute.

Można by wykorzystać przerobione statki wycieczkowe pływające pod niezależnymi flagami. Można by stworzyć kompleksy mieszkaniowe zbudowane na frachtowcach oceanicznych lub barkach. Wszystkie zapewnią przybrzeżne schronienie w przeciwieństwie tradycyjnych społeczności nadmorskich, które są zagrożone zmianami klimatycznymi.

Dodatkową korzyścią byłby fakt, że pływające miasta mogłyby cieszyć się nieograniczonymi dostawami odsolonej wody, a domy i firmy byłyby zasilane energią wiatru i słońca.

Transport wymagałby niewiele więcej niż dwóch stóp lub dwóch kół i byłby całkowicie wolny od węgla. Na głębszych wodach pływające miasta mogą polegać na akwakulturze, hydroponice i ogrodach na dachach. Inne niezbędne rzeczy mogą być dostarczane barką lub statkiem.

„To, co zwykle słyszę, kiedy po raz pierwszy o tym mówię, to: „Och, chcesz zbudować „Waterworld” ”- powiedział architekt krajobrazu i radca prawny Greg Delaune, odnosząc się do postapokaliptycznego filmu z 1995 roku, w którym Kevin Costner jest swego rodzaju Mad Maxem morza.

„Wiesz, tak naprawdę nie jest to obraz, który chcemy, aby ludzie z tym kojarzyli, ale często jest to pierwsza rzecz, jaka przychodzi im do głowy. Rozumiem.”- dodał Delaune, który był współzałożycielem Deep Blue Institute, organizacji z siedzibą w Luizjanie, której celem jest budowanie odpornych społeczności morskich.

Delaune jest przekonany, że południowo-wschodnia Luizjana – jedna z najszybciej tonących wybrzeży na świecie – mogłaby być amerykańskim prototypem dla takiej społeczności, w której pływające struktury – domy, firmy, parki i przystanie – oferowałyby bardziej stabilne życie niż tonące bagno.

Zwolennicy twierdzą, że kiedy grożą huragany i burze, co jest coraz częstsze na szybko ocieplającym się Atlantyku i Zatoce Meksykańskiej, modułowe pływające miasta mogą zostać częściowo zdemontowane i przeniesione do bezpiecznego portu lub na spokojniejsze wody.

Choć brzmi to futurystycznie, seasteading nie jest niczym nowym, a jego zdolność przystosowania się do Stanów Zjednoczonych jest już testowana przez inną infrastrukturę morską zamieszkaną przez ludzi.

MODEL HOLENDERSKI

Platformy naftowe i gazowe obsługują setki pracowników przez wiele miesięcy. A gdy firmy energetyczne migrują na głębsze wody, pływające platformy stają się normą.

„Holendrzy robią to od 400 do 500 lat. Teraz sprzedają swoje pomysły na całym świecie”- powiedział Delaune. „Nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy projektować i budować zrównoważonych, odpornych społeczności morskich właśnie tutaj, korzystając z tej samej infrastruktury odpornej na warunki morskie, która uczyniła Stany Zjednoczone liderem w innych działaniach na morzu”.

Eksperci twierdzą, że początki pływających miast leżą również w Holandii, gdzie holenderscy inżynierowie spędzili stulecia, przystosowując się do życia u progu oceanu. Znaczna część zachodniej części kraju znajduje się poniżej poziomu morza, a Amsterdam z populacją 1,1 miliona znajduje się prawie 2.1 metra poniżej sąsiedniego Morza Północnego.

Holenderski sposób adaptacji wybrzeża, wyrażany jest za pomocą słów „życie z wodą”, wpłynął na planowanie urbanistyczne miast nadbrzeżnych na całym świecie, w szczególności na wykorzystanie wysoce zaawansowanej infrastruktury technicznej, takiej jak groble, tamy i śluzy. Army Corps of Engineers włączył takie podejście do przeprojektowanego projektu Urban Flood Control Project w południowo-wschodniej Luizjanie, zbudowanego po huraganie Katrina.

Mniej znane, ale cieszące się złą sławą, pływające domy zbudowane w ciągu ostatnich dwóch dekad wokół Amsterdamu, jednego z najniżej położonych miast na świecie. Należą do nich IJburg, planowana dzielnica mieszkaniowa na wschód od Amsterdamu, w której ponad 120 pływających domów utworzy „Waterbuurt West”, pływające przedmieście nad zatoką śródlądową zwaną IJ. W pełni rozwinięty IJburg będzie obsługiwał 18 000 pływających domów dla 45 000 osób.

Ale co ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie miasta takie jak Boston, Nowy Jork, Miami, Houston i Nowy Orlean są w równym stopniu zagrożone przez fale sztormowe i podnoszenie się mórz? Eksperci twierdzą, że jest to powolny proces, po części dlatego, że większość rozmów dotyczących adaptacji wybrzeża koncentrowała się na ochronie linii brzegowej, podniesieniach domów i zmniejszaniu się wybrzeża.

„Holendrzy mają taką mentalność, że mogą eksperymentować. Mentalność Stanów Zjednoczonych jest taka, że ​​nie możemy niczego zmienić ”- powiedział Dale Morris, dyrektor ds. Partnerstwa strategicznego w Water Institute of the Gulf, krajowej organizacji non-profit z siedzibą w Baton Rouge w stanie LA., która zapewnia badania i wsparcie techniczne społecznościom przygotowującym się do wzrostu poziomu morza i innym skutkom zmiany klimatu.

Przez osiem lat po Katrinie Morris pracował dla rządu holenderskiego jako łącznik w Luizjanie i innych stanach przybrzeżnych, stojących przed wyzwaniami związanymi z gospodarką wodną, ​​kontrolą powodzi i przystosowaniem się do klimatu.

Morris jest zwolennikiem pływających miast w Stanach Zjednoczonych, ale jest też realistą. W wywiadzie powiedział, że pływające miasta napotykają bariery społeczne, polityczne, gospodarcze i kulturowe. Wśród nich są wieloletnie amerykańskie ideały obfitości ziemi i zasobów naturalnych oraz pogląd, że ludzie mogą się rozprzestrzeniać, gdy miasta stają się gęstsze, brudniejsze i droższe.

To się nie wydarzyło. Obecnie 95 milionów Amerykanów, prawie 30% populacji USA, żyje w hrabstwach nadbrzeżnych, według Census Bureau, w porównaniu z około 80 milionami ludzi w 2000 roku.

Miasta przybrzeżne doświadczają również jednych z najbardziej destrukcyjnych i kosztownych skutków zmiany klimatu, o czym świadczy częstotliwość burz tropikalnych, takich jak Superstorm Sandy i Hurricane Harvey, które nawiedziły dwa największe obszary miejskie w kraju. Inne zagrożenia obejmują szczytowe opady deszczu lub „bomby deszczowe”, które szybko opanowują infrastrukturę miejską.

I chociaż gwałtowne powodzie wywołane huraganami są katastrofalne i sporadyczne, fale królewskie [king tides] i powodzie pływowe [znane jako powodzie w słoneczne dni / ang. tidal flooding] mogą występować codziennie i są równie szkodliwe dla nisko położonych miast, twierdzą eksperci.

„Są wizjonerzy, którzy inwestują w te ważne pomysły, a technologia, która pozwala nam robić innowacyjne rzeczy, cały czas się poprawia” – powiedział Morris. „Ale trzeba zająć się ekonomicznymi składnikami tych pomysłów. Istnieje iteracyjny proces między wizją a rzeczywistością ”.

Ale, jak zauważył Morris, „prawdą jest również, że bez inspiracji i wizji nie ma postępu”.

WIELKIE POMYSŁY, WIELKIE PORAŻKI

W Stanach Zjednoczonych większość entuzjazmu dla pływających miast jest przekazywana za pośrednictwem Instytutu Seasteading, który został założony przez Patri Friedmana, przedsiębiorcę i wnuka zdobywcy Nagrody Nobla, ekonomisty Miltona Friedmana, również libertarianina.

Friedman i jego kolega Joe Quirk, prezes instytutu, napisali “biblię” o pływających miastach zatytułowaną „Seasteading: How Floating Nations Will Restore the Environment, Enrich the Bors, Cure the Sick, and Liberate Humanity from Politists” – w której napisano, że „szczury morskie są radykalnie źle rozumiane przez szczury lądowe”.

Seasteading Institute jest tak właściwie portalem zawierającym materiały informacyjne, w tym artykuły naukowe, blogi, podcasty i filmy na YouTube, wyjaśniające i wychwalające zalety stałego mieszkania na morzu. Na jego stronie internetowej znajduje się również lista „aktywnych” projektów morskich.

Quick współtworzył również Blue Frontiers, firmę, która współpracowała z Polinezją Francuską w 2017 roku, aby stworzyć półautonomiczne pływające miasto u wybrzeży wyspy Pacyfiku. Według firmy, przy kosztach pilotażowych szacowanych na 30–50 mln USD, projekt nabrał tempa, zanim rząd odłożył go na czas nieokreślony z powodów politycznych.

Większość pływających miast znajduje się za granicą, ale lista instytutu obejmuje wysiłki Delaune’a – zwane „Inicjatywą Luizjany Strefy Możliwości” lub „Blue Tech Delta” – a także kilka projektów, które pozostają w fazie rozwoju lub nie zostały zrealizowane.

Jeden w Kalifornii o nazwie Ventive SeaTech ma na celu „budowanie stałych społeczności oceanicznych dla mas, przy użyciu konstrukcji modułowych zaprojektowanych tak, aby życie w oceanach było bezpieczne, wygodne i niedrogie”.

Jej główny produkt, tzw. „Floathouse”, ma kształt kapsuły z oknami. Firma Ventive SeaTech opisała go jako „gotowy dom, gotowy do wprowadzenia się i ma być całorocznym domem dla osób indywidualnych lub rodziny”.

Inny długo oczekiwany projekt, stworzony w 2011 roku przez kalifornijską firmę Blueseed, miał na celu ustanowienie pływającego miasta na statku wycieczkowym zacumowanym na wodach międzynarodowych około 20 kilometrów od San Francisco.

Twórcy określają go jako „inkubator przedsiębiorczości” i „morski Googleplex”, gdzie międzynarodowe startupy technologiczne mogły współpracować przy projektach w pobliżu Doliny Krzemowej bez konieczności uzyskiwania wiz na wjazd do Stanów Zjednoczonych. Zebrał kilka milionów dolarów w postaci kapitału początkowego, w tym od znanego finansisty Petera Thiela, ale od sześciu lat projekt jest wstrzymany.

Tam, gdzie Blueseed potknął się wcześnie, inne miasto statków wycieczkowych, które miało wypłynąć w tym miesiącu, implodowało kilka dni przed opuszczeniem suchego doku. MS Satoshi, pomyślane jako centrum technologiczne oparte na Bitcoinie, zakotwiczone w Zatoce Panamskiej, zostało przekierowane na złomowisko w Indiach po tym, jak jego właściciel, Ocean Builders, nie mógł znaleźć ubezpieczyciela, który by ubezpieczył pływające miasto.

W oświadczeniu Ocean Builders powiedział, że „zderzyli się, że ścianą, ponieważ nie było firmy ubezpieczeniowej, która byłaby skłonna ubezpieczyć MS Satoshi po rzuceniu kotwicy w Zatoce Panamskiej. Najbliżej podpisania umowy byliśmy z firmą która za milion dolarów oferowała maksymalnie 5 milionów dolarów ubezpieczenia, czyli nic w pobliżu zakresu, którego musielibyśmy przestrzegać.”

Firma zapowiedziała, że ​​odda pieniędzy za 100 kabin, które wystawiła na aukcji w zeszłym miesiącu, po 50 000–100 000 USD każda.

Dla amerykańskich marynarzy, takich jak Delaune, urealnienie pływających miast może być oddalony o lata, a nawet dziesięciolecia. Ale nikt się nie zraża.

Od przyjazdu do Nowego Orleanu przemierza region w poszukiwaniu otwartej publiczności. Znalazł kilka, w tym na Tulane University School of Architecture, gdzie główne wysiłki badawcze koncentrują się na wdrażaniu pomysłów, które pojawiły się dekadę temu w procesie planowania gospodarki wodnej miasta, zwanym „holenderskimi dialogami [Dutch Dialogues]”.

„Postępujące mokradła na wschód od Nowego Orleanu, obszary buforowe, wyspy barierowe: ludzie nie mogą już mieszkać w tych miejscach” – Delaune twierdzi, że realizacja projektu może zająć lata. Ale ponieważ Luizjana przechodzi wielomiliardową odbudowę swojej linii brzegowej, pływające społeczności mogą być częścią rozwiązania.

„Ci ludzie nie chcą, aby projekt Doliny Krzemowej lub NASA musiały się wyprowadzać” – powiedział. „Ale kiedy twoi ludzie odchodzą, a twoja gospodarka umiera, nie ma planu B poza wyprowadzką”.

Źródła: Daniel Cusick

Could Floating Cities Be a Haven as Coastlines Submerge?

Zdjęcia: Credit: Simon Nummy The Seasteading Institute

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x