Testy na ślinę zastąpią przerażające wymazy

Najpierw technik przesuwa wacik długości ołówka do samego końca przewodów nosowych. Następnie płacisz 100 USD lub więcej
i czekasz kilka dni na odpowiedź. Ale szybsze, tańsze, przyjemniejsze sposoby testowania pod kątem nowatorskiego koronaawirusa pojawiają się w sieci. W tym miesiącu amerykańska Agencja ds.Żywności i Leków przyznała zezwolenie na stosowanie w nagłych wypadkach dla dwóch testów, w których pobierana jest ślina zamiast płynu z nosa, a po złagodzeniu przepisów FDA, aby umożliwić szybsze przyjęcie nowych testów, prawdopodobnie pojawi się więcej innowacji. W zeszłym tygodniu ogłoszono jednego kandydata: test eksperymentalny, potencjalnie szybszy i tańszy, który analizuje ślinę w nowy sposób.

„Jest to naprawdę obiecujące” – mówi Anne Wyllie, mikrobiolog z Uniwersytetu Yale, która pomogła opracować jeden z nowych testów autoryzowanych w tym miesiącu. Takanori Teshima, szef medycyny laboratoryjnej na Uniwersytecie Hokkaido, który również poinformował o pomyślnych wynikach badania śliny, zgadza się z tym. „Będzie to miało duży wpływ na cały świat”.

Kiedy SARS-CoV-2, wirus układu oddechowego powodujący COVID-19, pojawił się w grudniu 2019 r., naukowcy starali się opracować testy wykrywające wirusa. Początkowo sięgnęli po sprawdzoną od dawna technikę diagnozowania infekcji dróg oddechowych: poszukiwanie wirusowego materiału genetycznego w płynie śluzowym, uważanym za najlepsze miejsce do polowania na wirusa układu oddechowego, pobieranego z nosa pacjenta. W tym miejscu pojawia się 15-centymetrowa wymazówka. Wymazówka trafia do plastikowej probówki z mieszaniną chemiczną, która stabilizuje wirusa podczas transportu do laboratorium diagnostycznego. Tam technicy pobierają materiał genetyczny i ładują go do maszyny w celu przeprowadzenia reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR), która wzmacnia fragmenty materiału genetycznego unikalnego dla wirusa.

Procedura dokładnie identyfikuje infekcje w około 95% przypadków. Ale test jest niewygodny, a ponieważ pobranie wymazu wymaga bliskiego kontaktu z pacjentami, naraża personel medyczny na ryzyko zarażenia się wirusem. „Nikt nie chce wykonywać tej pracy” – mówi Teshima.

Badanie śliny na SARS-CoV-2 nie było pewne. Badania innych chorób układu oddechowego wykazały, że testy śliny zidentyfikowały tylko około 90% osób, u których badanie wymazów wskazywało na infekcję. Jednak atrakcyjność łatwiejszego i bezpieczniejszego testu dla nowego koronawirusa skłoniła naukowców do podjęcia próby. Osoby testowane po prostu ślinią się do plastikowej tuby z kodem kreskowym, zamykają ją i wrzucają do woreczka wysyłanego do laboratorium w celu analizy PCR. Ponieważ procedura bezpośrednio testuje płyn odpowiedzialny za przenoszenie wirusa między ludźmi, może dać lepsze wskazanie, kto jest najbardziej zaraźliwy, mówi Paul Hergenrother, chemik z University of Illinois, Urbana-Champaign (UIUC), który kierował rozwój testu śliny.

Już 12 lutego naukowcy z Hongkongu i Chin donieśli w Clinical Infectious Diseases, że byli w stanie zidentyfikować SARS-CoV-2 ze śliny u 11 z 12 pacjentów, u których wymazówki wykazały wirusa. Od tego czasu grupy w Stanach Zjednoczonych, Singapurze i Japonii potwierdziły i dodatkowo uprościły procedury, eliminując kosztowne kroki, takie jak dodanie specjalistycznych odczynników w celu stabilizacji wirusa podczas transportu i ekstrakcji materiału genetycznego.

W maju współpracownicy Wyllie i Yale połączyli siły z National Basketball Association, które przekazało 500 000 dolarów na opracowanie testu śliny Yale; test jest teraz używany do częstego testowania graczy. 4 sierpnia zespół Yale opublikował wstępny wydruk na medRxiv, w którym stwierdzono, że test śliny zgadza się z wynikami wymazów w 94% przypadków kosztem zaledwie 1,29 USD za próbkę, czyli mniej więcej 1/100 wartości komercyjnych testów wymazowych. 15 sierpnia FDA wydała awaryjne zatwierdzenie testu SalivaDirect, aby inne laboratoria zatwierdzone przez FDA mogły korzystać z protokołu. W zeszłym tygodniu agencja przedłużyła zatwierdzenie testu UIUC, biorąc pod uwagę jego podobieństwo do testu Yale. UIUC wykorzystuje teraz swój test śliny do testowania wszystkich 60 000 studentów, wykładowców i personelu dwa razy w tygodniu, aby mogli jak najszybciej wyizolować zarażone osoby. „Badanie śliny ma sens naukowy i logistyczny” – mówi Hergenrother.

Nowy test śliny na obecność wirusów RNA , takich jak Zíka i SARS-CoV-2, odnotowano w ubiegłym tygodniu w Science Advances  przez naukowców z Uniwersytetu w Albany. Może być jeszcze szybszy i tańszy, ponieważ nie wymaga drogiego sprzętu laboratoryjnego, takiego jak maszyny do PCR. Zamiast amplifikować RNA w celu identyfikacji wirusa, podejście to wykorzystuje fragmenty DNA, które wiążą się z krótkimi, unikalnymi odcinkami RNA i zmieniają je z liniowych w pętle. Zmienia to zachowanie RNA w typowej procedurze laboratoryjnej znanej jako elektroforeza żelowa, ułatwiając jego wykrycie. „To nowatorskie rozwiązanie” – mówi Wyllie.

Rozluźnienie zasad FDA ogłoszone w zeszłym tygodniu może doprowadzić do jeszcze większej liczby wariantów. Nowe zasady umożliwiają zatwierdzonym laboratoriom klinicznym korzystanie z opracowanych przez siebie testów bez dodatkowego etapu zatwierdzania. W tweecie Michael Mina, epidemiolog z TH Chan School of Public Health na Uniwersytecie Harvarda, nazwał decyzję FDA „Wielkie wieści!!” ponieważ zachęciłoby to laboratoria do opracowania nowatorskich testów. Może również pomóc przyspieszyć rozwój szybkich testów, które poszukują białek wirusowych zamiast materiału genetycznego – skuteczny sposób na badanie przesiewowe dużej liczby osób bezobjawowych.

„Nie potrzebujemy jednego testu, aby być końcem wszystkiego i być wszystkim” – mówi Wyllie. „Chcemy tylko opcji”.

Źródło: Robert F. Service, doi: 10.1126 / science.abe4795 | Zdjęcie: UNIVERSITY OF ILLINOIS, URBANA-CHAMPAIGN

Tematy:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x